Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-settings.php on line 512

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-settings.php on line 527

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-settings.php on line 534

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-settings.php on line 570

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-includes/cache.php on line 103

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-includes/query.php on line 61

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-includes/theme.php on line 1109
Vim | Blog Dreamwalkera
Kategoria: (Wolne Oprogramowanie) Autror: Dreamwalker Data: 1 lutego 2009

Dawno dawno temu żyli mężni rycerze. Jeździli na białych rumakach, ubierali się w lśniące zbroje. Walczyli na turniejach i strzegli honoru swojego i swoich dam. Tak przynajmniej zakładał etos rycerski. Potem przyszedł czas krucjat - czyli świętych wojen. Święta wojna to walka w obronie wiary. Wiara to … Każdy wie co. Się wierzy albo nie wierzy. No i w kogoś albo coś się wierzy. Co kto lubi. Dawni chrześcijanie nie mieli tak liberalnego podejścia.

Jakkolwiek by wyglądało, ta notka nie ma na celu przypominania krucjat. Odwołanie do nich to tylko próba związania jakoś z przeszłością tego, co od dawna dzieje się w światku IT. Holy War - piszą ludzie na całym świecie, ostrzegając przed konfliktami, które trwają od dawna i właściwie nie da się ich ostatecznie rozwiązać. Dlaczego? Bo obie strony mają rację.

Jakie podobieństwo między świętymi wojnami a wyprawami krzyżowymi? Średniowieczni zakonnicy podróżowali do Ziemi Świętej aby uwolnić ją spod jarzma muzułmanów. Chcieli chronić miejsce, w którym ich wiara brała swój początek. To nie do końca pasuje do dzisiejszych holywarów, ale przecież to tylko jeden z licznych przykładów wojen o wiarę. Innym, ładnie opisanym przez pana Andrzeja Sapkowskiego, są Wojny husyckie, nieco nam bliższe, bo za teatr działań miały one między innymi ziemie Dolnego Śląska. O co chodziło w takich konfliktach? Oczywiście o wiarę. W czasach, gdy nie znany był tak dobrze marketing, jedynym sensownym sposobem aby przekonać innych (i to na dużą skalę) to swojego wyznania było podbicie ich kraju. Druga sprawa, to że zabijano również tych, którzy odwrócili się od Papieża. Nie tylko więc święte wojny były narzędziem do podboju ale i terroru do utrzymania narodu w ryzach.

A jak jest teraz? Wspomniany wcześniej marketing teraz jest jednym z głównych oręży wytaczanych w bataliach między zwolennikami różnych idei i oprogramowania. Walki toczy się nie za pomocą ostrych mieczy, ale ciętego języka. Fakt, że w przypadku zaślepienia może to prowadzić do przemocy fizycznej, ale na pewno nie na taką skalę jak kiedyś. Drugim medium do walki popularnym w dzisiejszych czasach jest internet. To w sieci można pokazać kto tak na prawdę rządzi przez popsucie strony konkurenta lub wypisanie na niej treści sprzecznych z jej ideą bądź obraźliwych. W momencie gdy większość ludzi zainteresowanych danym konfliktem na bieżąco obserwuje sytuację w sieci, popsucie strony przeciwnikowi jest sto razy gorsze (i skuteczniejsze) niż jakiekolwiek działania podjęte w świecie rzeczywistym.

Skoro wymieniliśmy już główne instrumenty wojny, zastanówmy się, po co tak właściwie one wybuchają? Dlaczego użytkownicy vima i emacsa nie mogą żyć sobie w spokoju nie wadząc nikomu? Dlaczego linuksiarze nie zostawią windowsa w spokoju? Część z nich tak robi, ale nie wszyscy. Powodów jest kilka.

  • zdobywanie rynku - banalna sprawa. Im nas więcej tym jesteśmy silniejsi, tym więcej o nas słychać, tym więcej nowych możemy zebrać, tym mamy większe jaja … ups. Kiedyś robiło się tak, że swoje ideały wszczepiało się dzieciom już od najmłodszych lat. Może więc panowie geekowie odeszliby od komputerów i zamiast flejmować na listach dyskusyjnych, spłodzili by kilkoro dzieci, które zaniosłyby ich przekaz dalej? Niezła idea. Co z tego skoro sam jej nie wcielam w życie? Prawda jest taka, że zanim nasze dzieci urosną by świadczyć o tym co nam drogie świat przebędzie długą drogę i nasz ukochany program może przestać istnieć. Co więc zrobić? Nawracać¡
  • To jest na prawdę dobre! - z dwóch wspomnianych wyżej konfliktów, jeden jest właśnie tego typu. Linux vs Windows. Zacznij używać Linuksa, poznaj magię konsoli a nie będziesz chciał wrócić? Może i tak, ale nie każdego na to stać. I nie chodzi mi o pieniądze. Tutaj mamy klasyczny przypadek nieporozumienia. Każda ze stron oczekuje po systemie operacyjnym czego innego, każda właśnie to dostaje i każda, wierzcie mi, każda narzeka. Oczywiście, jeśli człowiek jest otwarty, ma czas i chęci aby poznać stanowiska obu stron z łatwością wybierze tą odpowiednią dla niego. Ale jeśli nie ma ochoty? Jeśli to co ma mu wystarcza i nie chce więcej mimo zapewnień, że to ułatwi jego pracę? Trzeba go zostawić w spokoju. Ewentualnie zachęcać, ale subtelnie i powoli.
  • Bo tak słyszałem - internet pełen jest blogów i artykułów przeróżnych autorów. Niektórzy, tzw krzykacze, skupiają się na tym by jak najlepiej przekazać swoją ideę. Jeśli się człowiek naczyta o tym jak ciężko jest cokolwiek zrobić w vimie, to zacznie używać emacsa. I vice-versa. Ludzie, którzy opierają swój osąd tylko i wyłącznie na zdaniu innych nigdy nie będą trwać mocno przy swoich poglądach. Chyba że poświęcą czas na ich przemyślenie. Jako ćwiczenie weź kilku użytkowników vima (najlepiej tych, co najwięcej krzyczą), posadź ich przy vi (elvis, stary vi na solarisie, ewentualnie vim z :set cp) i każ napisać jakiś prosty program w języku, który doskonale znają. Zmotywuj ich mówiąc coś o tym, że w emacsie to proste itp. Ci, którzy dojdą do końca i potem stwierdzą, że mają już opanowane pisanie w tym edytorze to prawdziwi wyznawcy vima. Ci, którzy cały czas próbowali, nie udało im się nigdy, ale nie przestali próbować to przekonani - wierzą fanatycznie, że vim jest najlepszy i musi dać radę w tym zadaniu, ale nie mają wystarczająco cierpliwości i wiary. Ci, którzy zniechęcili się na początku to albo bardzo świeży użytkownicy albo ludzie, którzy nie używają vim z własnej woli.

A ty - uczestniczysz w jakiejś świętej wojnie? A jeśli tak - dlaczego? Czy próbowałeś kiedyś poznać drugą stronę? Odpowiem na te pytania pierwszy.

Linux - wierzę, na prawdę wierzę, że ten system jest bardzo dobry dla mnie. Nie wyobrażam sobie życia bez konsoli - tam wszystko jest łatwe szybkie i proste. O ile zna się polecenia. Nie potrafię opowiedzieć innym jak to jest i dlaczego Linux. Miałem Windowsa długi czas i znając go dość dobrze po prostu wiem, że to co on oferuje, mi zwyczajnie nie wystarcza. Argumentacje, że Windows jest brzydki posyłam do kosza, bo nie jestem estetą. Stawiam raczej na funkcjonalność. Jeśli podstawowy system daje mi takie możliwości jak Windows z aplikacjami zbieranymi przez 3 lata, to sorry - coś tu jest z nim nie tak. Irytuje mnie, że po zainstalowaniu windowsa muszę poświęcić cały dzień na instalowanie dodatkowych programów, konfigurację firewalli i antywirów, ściąganie aktualizacji i najnowszych sterowników. Na Linuksie mam to z pudełka. Mój stosunek do Windowsa? Trudno powiedzieć. Nie okazuję nienawiści, raczej żartuję sobie z tego systemu i staram się nakłonić ludzi do wyboru wolnego oprogramowania. Nawet na Windowsie, jeśli nie chcą przenieść się na Linuksa.

vim - moja wiara w vima jest słaba :) Nie znam tego edytora tak dobrze jak bym chciał, aczkolwiek bardzo podoba mi się zasada jego działania. Gdy na FreeBSD dopadł mnie samotny vi udało mi się z nim poradzić (po pewnym czasie), więc chyba nie jest tak źle. Emacsa nie używałem za dużo. Kilka razy zostałem do tego zmuszony na zajęciach na uczelni :/ Dlatego nawet nie próbuję nawracać emacsowców na vima. Owszem, proponuję go jako fajny edytor dla nowych ludzi w branży, ale żeby nawracać użytkowników emacsa? Nie. Część z nich to równi goście ode mnie z kierunku, więc tylko czasem rzucamy jakimiś żartami o jednym lub drugim edytorze a zwykle jest spokój.

Co dalej? Pozostawiam czytelnikom ocenę słuszności świętych wojen. Na pewno jeśli są prowadzone na zasadzie zdrowych dyskusji, są fascynującymi źródłami informacji o rzeczach, których dotyczą. Dzięki nim możemy zamiast patrzeć na piętrzące się zalety, spojrzeć na wady i wybrać z nich te akceptowalne. Obrona własnych racji zmusza nas do myślenia wciąż nad nimi i zastanawiania się, co jest w nich takiego, że je wyznaję? Grunt by nie wyjść poza pewne granice. I mieć dystans do siebie, żeby nie traktować wszystkiego poważnie. To w końcu nie są prawdziwe wojny religijne :)