Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-settings.php on line 512

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-settings.php on line 527

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-settings.php on line 534

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-settings.php on line 570

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-includes/cache.php on line 103

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-includes/query.php on line 61

Deprecated: Assigning the return value of new by reference is deprecated in /var/domains/dreamwalker.pl/www.dreamwalker.pl/public/wp-includes/theme.php on line 1109
Konwenty | Blog Dreamwalkera
Kategoria: (Konwenty) Autror: Dreamwalker Data: 16 listopada 2008

Już sama nazwa sugeruję, że konkluzja tej notki względem opisywanego wydarzenia wcale nie będzie pozytywna. I o to chodzi. Czytasz temat i już wiesz - ha! autor pojedzie po konwencie z góry na dół, będzie rzucanie mięsem i klęcie na czym świat stoi w języku klingońskim. Otóż nie. I tutaj znów sięgamy do tematu, a szczególnie ostatniego słowa, które tenże zawiera. Żal. Pytanie czy autor uzył tego słowa by podkreślić swoją pogardę albo dodać jeszcze sarkazmu i pikanterii do notki, już na samym początku uświadamiając czytelnika w czym rzecz? Otóż nie. W tym przypadku jest to żal autentyczny i autor bardzo się starał, by łzy płynące podczas pisania nie zalały mu klawiatury, by następnie spowodować zwarcie i zakończyć jego marny żywot na tym padole. Nie no, może przesadzam.

Konwent Niucon (fajnie jest napisać taki wstęp informacyjny - miejsce jest czym zapełnić) odbył się w dniach 10 - 12 X 2008 roku. Dlaczego więc piszę o nim dopiero teraz? Cóż, dobrze jest jak informacje i wrażenia ułożą się ładnie w glowie i gdy z perspektywy czasu można wysnuć jakieś wnioski na podstawie pozornie nic nie znaczących wydarzeń jak na przykład dowód istnienia Latającego Potwora Spaghetti opierający się na doświadczalne analizie toru lotu zupek chińskich o różnych smakach. Można też się oddzielić murem albo murkiem (byle nie mrukiem) od emocji, które powodowało to wydarzenie, co wydatnie zmniejsza ilość zawartych w tekście emotikon, wykrzykników i Słów Powszechnie Uważanych Za Obelżywe. A wracając do części informacyjnej - odbyło się X paneli, Y larpów i Z wszlkich innych atrakcji. Ile dokładnie - nie chce mi się liczyć, a nigdzie nie podano. Podano natomiast ile osób odwiedziło konwent - około pięciuset, co jest śmiesznie małą liczbą w porównaniu z liczbą osób na BACE, która była tydzień wcześniej i na którą nie pojechałem ze względu na Niucon (Tak, jest mi żal).

Teraz można przystąpić do części relacji nazywanej zwyczajowo “byłem, widziałem”, czyli taka mała próbka look&feel.
Gdy przydreptałem do szkoły, służącej za teren konwentu zastałem przed nią kolejkę ludzi, która (+ dla orgów) malała w bardzo szybkim tempie. Niestety (- dla orgów) jako twórca programu musiałem czekać trochę na osobę, która miała listę zwolnionych z opłat wszelkich. No, ale w końcu z książeczką zawierającą program konwentu i kartką przedstawiającą jego rozkład czasowy przedarłem się przez akredytację i z identką twórcy programu zwisającej u szyi wszedłem na właściwy teren konwentu. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę to stolik informacji, który jak przekonałem się o tym dobitnie później, zwykle stał samotnie w korytarzu, okazjonalnie nawiedzany przez orgów. Mając w głowie obraz stolików informacji z zeszłorocznej Baki byłem szczerze zawiedziony tym, co zastałem na Niuconie (- dla orgów). No, ale informacja konwentu nie czyni, więc przez puste korytarze zacząłem się przedzierać (dobre sobie - przedzierać to się można przez dżunglę albo tłum. Użyję jednak tego słowa ze względu na plecak -3 do szybkości, który dzielnie taszczyłem po schodach w górę) w kierunku sleep roomu, który miałem obrać za moją kwaterę. Następnie, zorientowawszy się, która jest godzina, zawróciłem z piskiem butów rzucając tylko plecak pod ścianę i zbiegłem po schodach do sali, gdzie miała odbywać się prelekcja “Sesja jak w zegraku”. Moje spóźnienie w momencie, gdy prowadzący opowiadał o spóźnieniach na sesje przyjęte zostało dość entuzjastycznie przez salę. Przez prowadzącego mniej.

Teraz nastąpi opis atrakcji, na których byłem. Proszę nie liczyć na jakikolwiek obiektywizm, w końcu ta notka ma nie zostawić na tym konwencie suchej nitki. No, ale do rzeczy.
Mam przed sobą teraz program konwentu i przeglądam, a jak trafię na atrakcję, w której uczesniczyłem, to coś o niej opowiem. Hmmm Pierwsza rzecz w programie to regulamin, więc wyłamię się troszkę i napiszę o nim, gdyż przeczytanie go sprawiło mi trochę radości. Szczególnie zaś wpis “Organizatorzy nie odpowiadają za szkody moralne i zdrowotne uczestników imprezy(…)” O ile brak troski orgów o zdrowie fizyczne jest rzeczą naturalną, to owe szkody moralne zastanawiają mnie, cóż tak świńskiego jest w programie konwentu, iz mogą one wystąpić. Znalazłem odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, ale o tym za chwilę. Nastąpi przerwa na rek… nudne opisy ciekawych atrakcji z Niuconu, co by notka trzymała w napięciu i żeby czytelnik nie kończył lektury już tutaj.

No to jedziemy …

Piątek - godzina 19-21
Prelekcja “Sesja jak w zegarku” poprowadzona przez Bazyla.
Prelekcja poruszała bardzo interesujące tematy, z którymi ja i moi gracze jesteśmy zaznajomieni aż za dobrze. To znaczy z problemami, nie rozwiązaniami. Bardzo wielu ciekawych rzeczy dowiedziałem się i to nie tylko o prowadzeniu sesji ale i o rpg ogólnie (np jak prowadzić Zew Cthulhu). Prelka była tak dobra, że dyskusja po niej przeciągnęła się na następną godzinę i zniweczyła plany organizacji pokazu maptoola.

Piątek - godzina 21-22
Wszystkie chwyty dozwolone … - WitchDoctor (ale go nie było)
W zastępstwie WD był człowiek, którego nicka dzisiaj już nie pamiętam niestety. Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. Prelekcja była … była. Nie można jej tego odmówić. Prelegent miał ułożony w głowie plan, moderował jakoś ten chaos, który przy odrobinie wyobraźni można by było nazwać zawziętą dyskusją. W końcu doszliśmy do niezbyt odkrywczych wniosków i to chyba najbardziej mnie rozczarowało w tej prelce. spodziewałem się jakiegoś świerzego podejścia do tematu.

Piątek - godzina 22-23
Wieloświat wczoraj, dziś i jutro - Zsu-Et-Am
Nie zrażony tym, że prelekcję prowadzi sam wielki przedwieczny w swej własnej, ludzkiej, osobie zostałem na tym samym krześle jeszcze przez godzinę i posłuchałem co też ma on do powiedzenia o świecie, o którym dotąd słyszałem tyle, że chciałem go wreszcie poznać. Po tej prelekcji Zsu mógłby śmiało przybrać ksywkę “Wulkan”, bo ilość informacji jaką z siebie wyrzucał była wprost przeogromna. A spieszył się tak, że nie było czasu na jakieś dłuższe dyskusje i polemiki. Dobrze, że przynajmniej miał asystentkę do pisania i rysowania, chociaż zastanawiam się, dlaczego nie użył do tego, powiedzmy, macki? Hmm, może nie chciał się na razie ujawniać.

Piątek - godzina 23 i dalej
Historia literatury fantasy - Neithan
Neithan w swej wlasnej osobie obleczonej w kostium Tolkienowskiego nazgula zaliczył swój debiut jako konwentowy prelegent i wyszło mu to, zdaniem moim i chyba również innych słuchaczy, bardzo dobrze. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy o literaturze fantasy, miałem okazję pomyśleć nad tym czym ona właściwie jest i dlaczego zaliczają się do niej “Gwiezdne Wojny”. Dyskusja, która rozpoczęła się po formalnie zaplanowanej treści prelekcji również była ciekawa.

Noc z piątku na sobotę
Nuuuuudy.
Człowiek specjalnie nie śpi, licząc że właśnie w noc porwie go szaleństwo konwentowych atrakcji, ale jedyne co dostaje to samotne siedzenie na schodach, granie w konsole dopóki jeszcze ich nie powyłączają i pomoc w tworzeniu kostiumów na EvilCosplay. Nad ranem człowiek się zdrzemnął w sali kinowej na Hellsingu Ultimate, którego wielbi i widział już X razy i z nowymi siłami przybyłymi po wypiciu Red Bulla udał się uczesticzyć w dalszych atrakcjach.

I tutaj spotkała go miła niespodzianka, bowiem (czemu ja pisze w trzeciej osobie? Wróćmy do pierwszej) … bowiem na konwencie pojawili się moi dwaj znajomi, z którymi na graniu w przeróżne planszówki spędziłem ten dzień. Wiochmen Rejser, Inwigilacja, Kapslowi Wojownicy, munchkin i inne światowej sławy tytuły były nadmiernie eksploatowane przez nas w ten dzień. Nawet nie zauważyłem jak zrobiła się 21 i pora na mojego larpa.

Sobota - godzina 16
Konkurs survivalowy - Kith, Max
To co się tam działo … nie chcecie wiedzieć. To jest właśnie powód, dla którego orgowie nie odpowiadają za straty moralne (niech się schowają konkursy o yaoi i hentai nighty). Na konkursie survivalowym mogłeś zmierzyć się ze swoimi ukrytymi fobiami. Wychodziły na wierzch emocje i panicznych strach przed Buką i hefalumpami.
Eeeee … tak na prawdę - fajny konkurs dla ludzi kreatywnych lekko podchodzący pod Whose line is it anyway? Mi się podobało na przykład zadanie, gdy musieliśmy wymyslić piosenkę, która będzie hymnem orków (wybraliśmy melodę YMCA). Moja drużyna zajęła drugie miejsce. Ale najważniejsza jest przecież reywalizacja. Taaa, jasne :)

Sobota 21-0:30
Larp Cthulhu “Tratwa” - Dreamwalker i Neithan
Nie ma sensu chyba opisywanie własnego punktu programu, więc podam tylko kilka ciekawostek i moje wrażenia z gry graczy. Larp został przygotowany (ku frustracji Neithana, który bardzo chciał się przydać) przeze mnie przez 3 dni przed konwentem. Siedziałem i pisałem prawie non stop. Po drugie - ponieważ miałem niewiele czasu, część czynników i cech została między postacie rozlosowana (zachowując jednak jakieś tam zasady, żeby to się ze soba nie pożarło). Efekt przeszedł moje oczekiwania i do mojego trzeciego w życiu larpa mogę się już z dumą przyznać i powiedzieć “tak, to mój!”. Co do graczy - było paru przygotowanych. Jeden wziął nawet strzelbę na słonie, która jak to powiedział Bazyl na jego prelce, jest największym skarbem gracza w Cthulhu 1890. Z lekkimi oporami zgodziłem się na zamianę rewolweru na karcie postaci na strzelbę. Wystrzały i tak nie padły. W ogóle misternie przygotowana mechanika (której nie wydrukowałem O_o i musiałem bazować na tym co pamiętam) i tak leżała odłogiem, bo gracze przegadali larpa. To dobrze. Źle, że o swoim punkcie programu napisałem najwięcej, więc ucinam tutaj tą nierówną walkę.

Sobota - 1.00 i dalej
Larp Wampirzy “Bezkrólewie” - Chaos
Duży wpływ na ocenę tego larpa ma fakt, że przez jego połowę dosłownie spałem, co jednak wyszło mojej postaci na dobre, bo przenieżyła. Kolega, który był nieco bardziej trzeźwy stwierdził, że nasza porażka z Dni Fantastyki (Larp “Enklawa”, jak ktoś kojarzy) to nic w porównaniu z tym co się działo tutaj. Smutne. Ale czy prawdziwe, to nie pamiętam. Fakt, że larp był bardzo “statyczny” i to nie ze względu, że tej statyczności usilnie trzymała się moja postać.

Noc z soboty na niedzielę
Nauczony doświadczeniem i wyczerpany sobotą bez napoju energetyzującego pod ręką poszedłem spać i wstałem rano rześki i wypoczęty i patrzyłem z góry na półżywego kumpla, który zadał sobie trud niespania tę noc (Przyjechał w sobotę dopiero).

W niedzielę nie zwiedzałem już żadnych atrakcji. Chciałem iść na drugą prelkę o PS, ale ponieważ w tym samym czasie odjeżdżał mój pociąg, powrót do domu został uznany za większą atrakcję i żegnając się wylewnie z wszystkimi opuściłem teren konwentu.

Przyszedł czas na podsumowanie, czyli “no dobrze, ale jak było?”
Było fajnie
Mając w perspektywie sobotnie sprzątanie, ślęczenie nad listami zadań i projektami
Ale tak poza tym, konwent był nieco nudnawy. Ludzie się skarżyli na odwoływane atrakcje albo na ochroniarzy, którzy świadomie i dobrowolnie łamali regulamin. Pusta informacja tylko przepełnia czarę goryczy, a porażająco niska frekfencja podsumowuje całość i klasyfikuje konwent w moim rankgingu na czwartym ostatnim miejscu. I mam wrażenie, że długo jeszcze na tym ostatnim miejscu pozostanie i to nie dlatego, że żadko jeżdżę na konwenty.

Księga enta, czyli Dyplmatyka i Łowy
Kto tak na prawdę zawinił?
To pytanie tłukło się w mojej głowie, gdy wracałem z konwentu i jakiś czas po, gdy zapoznawałem się z tłem tego całego przedsięwzięcia.
Nie chciałbym nikogo osądzać, przedstawiać nagiej ani ubranej w cokolwiek prawdy. Postaram się użyć ogólników, które będą wieloznaczne i spowodują powstanie w komentarzach burzy w szklance wody, o ile ktoś przeczyta tą notkę i wysili się jeszcze na tyle, bo dopisać pod nią coś konstruktywnego.
Stowarzyszenie Wielosfer zostało poproszone o pomoc w organizacji konwentu, jednak z uwagi na to, że pomoc ta nie nadeszła, został poproszony o to samo klub Feniks i z ich strony nadeszła pomoc w postaci organizatorów, którzy dołączyli do programu liczne atrakcje. Część z nich była na Działkonie, co powodowało mój niesmak, bo gdyby w miejscu tychże atrakcji wylądowało coś ciekawego, to może zagrałbym w wiekszej ilości larpów, które dotąd na konwentach były moją ulubioną rozrywką.
Feniks został dokoptowany do załogi na tyle późno, że nie było już chyba czasu na tworzenie czegoś nowego, stąd takie półśrodki.
Nie bez winy był też termin konwentu - zaraz po bace. To ja, który mieszkam od Wrocławia rzut beretem, nie chciałem marnować czasu na dwa konwenty, a co dopiero mówić o ludziach z drugiego krańca Polski, którzy chyba zdąrzyliby po Bace tylko się przespać i już musieli by ruszać na Niucon.

Podsumowując: fail
Ale mi go żal, bo na tym terenie mogło wyjść coś na prawdę ładnego, gdyby tylko organizacja przebiegła nieco sprawniej i z zastosowaniem zdrowego rozsądku.

Ta notka nie ma za zadanie nikogo obrazic, ale przedstawić w sposób subiektywny i miejscami podkolorowany to, co działo się na konwencie Niucon i to, co o tym myślę.

Podpisany ja niżej podpisany
Dreamwalker