Archiwum: ‘Bez kategorii’ Category
Kategoria: ( Bez kategorii) Autror: Dreamwalker Data: 31 stycznia 2010
Gwiazdkowy numer “Lśnienia” wpadł mi w ręce już jakiś czas po gwiazdce. Dokładnie, to jakiś tydzień temu, gdy czekając na pociąg przeglądałem z nudów gazety w dworcowym kiosku i natrafiłem na drugi numer pisma, z którym wiązałem (i wiążę dotąd) spore nadzieje. Pierwszy numer był czymś nowym i nieznanym, więc przymknąłem oko na kilka rzeczy, które mnie w nim raziły. Teraz czas na dłuższą wypowiedź.
O ile jednak pierwszemu numerowi miałem sporo do zarzucenia - o to, że teksty są wyliczankami, komiks za krótki, opowiadania nudne. Tutaj na prawdę nie ma do czego się przyczepić. Już nie tylko niektóre kawałki tekstu czytałem z zainteresowaniem - można powiedzieć, że cały numer wchłonąłem jednym tchem. Teksty stały na wysokim poziomie, były ciekawe i zachęcające, a do tego wypakowane informacjami. Tak tak, już sobie zanotowałem kilka filmów do obejrzenia, gier do zagrania, muzyków do posłuchania … Trzymajcie tak dalej!
No, ale jak by nie było, zawsze człowiek może znaleźć coś, co mu się nie podoba. Ale spokojnie, nie jest tego dużo.
“Gdzie jest Cthulhu?” - właściwie największe rozczarowanie numeru. Fakt, tekst o grach komputerowych inspirowanych prozą Lovecrafta jest fajny. Ale nazwa… Nie wiem, może marketingowo dobra, nie mówi właściwie nieprawdy o treści artykułu. No ale, spodziewałem się czegoś innego. Czego? Może kilku słów o tym, skąd Lovecraft mógł czerpać inspiracje? Co prawda trochę o tym piszą w podręczniku do Zewu, jednak tam właściwie skupiają się tylko na źródłosłowach imion wielkich przedwiecznych. Pod tym tytułem na pewno sporo by się zmieściło.
“Wszystkie nasze drobne lęki” - sam artykuł przeczytałem ze sporym zainteresowaniem, ale już do czytania opisów książek musiałem się zmuszać. Czemu aż na dwie strony o tym pisać? Jak dla mnie, lepiej by było gdyby okładki były mniejsze, teksty na dwa zdania maksymalnie. Można by było wtedy bardziej połączyć to z tekstem, np dodać takie krótkie podsumowanie obok co drugiego akapitu, między akapitami, ostatecznie na końcu. Na prawdę, nie miałbym nic przeciwko, gdyby te dwie strony wypełnione były litym tekstem na jeden temat. A jak będę chciał się dowiedzieć, o czym są książki, to zajrzę na jakiegoś Merlina czy jeszcze gdzie indziej i wtedy przeczytam długi opis.
Podsumowując - jest dobrze i oby tak dalej. Z niecierpliwością czekam na kolejny numer.
|
Kategoria: ( Bez kategorii) Autror: Dreamwalker Data: 2 stycznia 2010
Dzisiaj zrobiłem remanent w moich erpegowych posiadłościach. Wziąłem w obroty pokaźny segregator i wypatroszyłem go tak, że zostało tylko kilka koszulek.
Założenia, jak zwykle, były ambitne. Wiedziałem, na co mogę się natknąć w segregatorze erpegowym. Bałem się tego, ale uznałem, że początek nowego roku, jak żaden inny okres sprzyja podsumowaniom. Przystąpiłem do roboty. Tak jak się spodziewałem, 80% segregatora stanowiły karty postaci do D&D. Wypełnione oczywiście. Moje postacie z sesji, postacie znajomych, wstępne niedokończone szkice - to wszystko powstało w ciągu pięciu lat erpegowania. Wśród tego nawału kart zdarzały się również postacie do nwoda albo Cthulhu, nie mniej jednak, to właśnie D&D stanowiło miażdżącą większość. Nie ma jednak co się dziwić - w czasie mojej erpegowej kariery w D&D grałem więcej niż w cokolwiek innego. Nwoda i Cthulhu głównie prowadziłem - a i to dopiero ze dwa lata chyba.
Pierwszy pomysł, jaki wpadł do głowy, to (oczywiście oprócz uporządkowania tego syfu) wyłowienie z tego nawału kart postaci kilku-kilkunastu ciekawszych i przygotowanie na ich podstawie enpeców do opublikowania na forum albo chociaż używania w moich własnych sesjach. Zaczęło się gorączkowe przeglądanie kartek, przeglądanie folderów na komputerze i archiwum poczty. Rezultaty tego były smutne. Właściwie do 90% postaci miałem tylko mechanikę i bardzo mgliste wspomnienie o tym, w jakiej sesji dany bohater uczestniczył. Właściwie nawet się nie dziwię - grywałem zwykle u mistrzów, którym wystarczyło posłuchać jak opowiadam kilka słów o historii postaci, niewielu musiałem coś pisać, a gdy wystarczyło tylko opowiadanie słowne, jakoś nie było motywacji na spisywanie tego potem. Tak samo zabrakło samozaparcia, by oprócz kilku słów kluczowych, które po latach traciły sens, robić jakiekolwiek notatki z sesji. Wynikiem tego wszystkiego było stanięcie przed stosikiem wypełnionych starannie kart postaci, które w tej chwili były dla mnie tylko kartkami papieru z tajemniczymi zapiskami przynoszącymi na myśl mgliste echa z przeszłości. Pozostawało tylko jedno rozwiązanie - archiwizować albo wywalić wszystko w cholerę. Ale po co archiwizować karty postaci? Wywaliłem wszystko jak leci. Nawet te postacie z fabułą były zbyt nijakie/niedoświadczone albo miały zbyt naiwną historię by je jako wykorzystać ponownie. A nie ma sensu trzymać kart tylko dla mechaniki - tą przecież można napisać w 5 minut bez specjalnego wysiłku w przypadku postaci niskopoziomowej - a głównie takie się zdarzały.
Jaki z tego wszystkiego jest morał? Ano taki, aby robić notatki z sesji, pisać sprawozdania i historie postaci. Bo potem okaże się, że to co najlepiej pamiętamy z sesji, to kłótnie i kfiatki. A spisane na papierze dzieje naszego bohatera dają nam gwarancję, że jego pamięć przetrwa u nas dłużej.
Ale ale - to jeszcze nie koniec
Znalazłem również kilka opasłych koszulek z moimi notatkami do sesji, schematami scenariuszy i postaciami, które brały w nich udział. Z tego może coś być :)
Jeśli chodzi o moje postacie do sesji pbf - są one tutaj: http://forum.polter.pl/dreamwalker-2007-2009-vt56781.html
|
Kategoria: ( Bez kategorii) Autror: Dreamwalker Data: 18 grudnia 2009
Wpadłem na pewien pomysł.
Liczę się z tym, że może nie być wcale jakiś bardzo oryginalny, ale dla mnie to nowe podejście do … no właśnie, do czego? “Wyżymanie” stosuję na postaciach, które mają zagrać w sesji. Dzisiaj zacząłem i przemaglowałem już trzy. Jestem zadowolony. O co chodzi?
Wyżymanie postaci to tehcnika polegająca na wyciąganiu z postaci tego, co w niej jest najważniejsze. Sprawdza się na każdych graczach (tak myślę) - początkujący dzięki niej zastanawiają się nad swoim bohaterem i mają okazję zobaczyc ile sprzeczności w niego władowali, zaawansowanym pomaga to lepiej pcozuć postać. Nie oszukujmy się - jeśli człowiek świadomie nie buduje postaci na konkretnych cechach charakteru i potrzebach, to może mieć mylne pojęcie na temat tego, co jest dla postaci ważne. W zasadzie, to prawie zawsze tak jest.
- - To jaki jest cel Twojej postaci?
Zaczyna się bardzo niewinnie i gracz nie przeczuwa nadciągającej katastrofy. Jeśli rozgada się za bardzo, można przytemperować i poprosić o kilka celów z najwyższej półki. I wtedy się zaczyna. Jeśli cele nie są terminalne (to znaczy nie odnoszą się do końca życia) - idź do punktu 2, jak nie - do 3.
- - A jak postać osiągnie te cele, co zrobi potem? Co wtedy będzie ją napędzać?
Teraz gracz powinien się zdziwić. Tego na bank nie ma przygotowanego nawet w najlepszej rozpisce fabularnej. No chyba, że zdefiniował sobie łańcuszek kolejnych celów, wtedy przejdź od razu do końca i pytaj. No właśnie, jeśli te cele też nie są terminalne, pytaj dalej. Pamiętaj, aby zapisywać to wszystko na kartce - później się przyda.
Zarówno w punkcie 1 jak i 2, wypytuj również możliwie szczegółowo (tzn. żeby to brzmiało jak plan, a nie jak “to się zrobi”) o a) powody i b) plan realizacji celu. Powody zachowaj na później. Przy okazji, zapytaj o to, jak inaczej można dojść do tego celu. Jeśli gracz zgodzi się na alternatywne drogi, zapisz je również.
- Wyciągamy wspólny mianownik. W tym punkcie powinieneś mieć:
- Jakiś rys psychologiczny bohatera, kilka podstawowych cech charakteru dostarczonych przez gracza razem z postacią
- Główne cele postaci, sposoby ich realizacji
- Mając to wszystko musisz wyciągnąć z tego rzeczy najistotniejsze:
- Jeśli cele się pokrywają, przedstaw to graczowi i powiedz, który z nich jest ważniejszy albo jak zamierza je pogodzić. Nie chodzi tylko o cele stricte kolidujące - np uratowanie świata i zniszczenie go, ale na przykład prozaiczna zgrana rodzina może stać na przeszkodzie wielkiej światowej karierze
- Do każdego celu dopisz cechę charakteru/potrzebę postaci, którą ten cel realizuje. Bądź uważny i staraj się objąć to całościowo - jeśli postać ma 3 cele, które wynikaja z pychy, to czwarty cel jak nic też będzie wynikał, choć pewnie nie będzie to oczywiste
- Przedstaw spostrzeżenia graczowi. Powiedz o dominujących cechach postaci i akceptowalnych celach. Zapytaj jeszcze raz o realizację.
- Cały czas trop nieścisłości i mów o nich. Jeśli gracz chce być wielkim magiem, a gra postacią kiepsko czarującą - wytknij mu to, jeśli chce grać barbarzyńcą - manipulatorem - wytknij mu to, jeśli … na pewno sam znasz i trafisz na wiele innych takich kfiatków.
- Sama rozmowa może ciągnąć się długo, możecie kilkukrotnie do czegoś wracać, ty lub gracz może mieć jakis nowy pomysł na postać. Jeśli gracz nie czuje postaci, przedstaw mu zgrabną metaforę opisującą człowieka żyjącego dzisiaj o podobnych przekonaniach, charakterze i celach. Zapytaj, co gracz by mu doradził, przed czym przestrzegł. Sam dawaj graczowi rady do odgrywania, zaakcentuj jak ważnie jest by ambitna postać wciąż szukala okazji … takie są dość częste a gracz zazwyczaj mysli, że jak podjedzie pod wieżę, to księżniczka sama wpadnie mu w łapki.
- Przedstaw graczowi perspektywy rozwoju postaci. Czy to jeśli chodzi o opracowane alternatywy, charakter (w D&D), sposoby realizacji celów itd. Niech pozna możliwie duże spektrum, niech to go przerazi i ucieszy. Teraz już powienien wiedzieć, którędy chce iść, więc możesz spokojnie zostawic mu swoje notatki do przemyślenia i zadać do domu rozpisanie planów i psychiki postaci. Koniec
Stosuję to cały jeden dzień i mi się podoba. Rozpiska punktowa jest zrobiona bardzo mniej więcej. Trudno zawrzeć w punktach coś, co ma wyglądać na dynamicznie prowadzona rozmowę, a nie przepytywankę. Zatem, jeśli tylko wygodnie jest, aby zrobić coś w innej kolejności, tam coś dołożyć, tu coś ująć, to rób to. Właściwie przy każdej postaci proces ten przebiega zupełnie inaczej. Ale jedno jest pewne, jest najfajniej, gdy postać ma jakieś cele. Bo bohater bez celów w życiu to wyjątkowo niewdzięczny materiał. Z takim można tylko pogdybać i za pomocą hipotetycznych sytuacji rozstrzygnąć jego charakter (co już nie jest takie fajne).
No to życzę wszystkiego najlepszego i wesołych. Przed świętami już pewnie nic nie napiszę. No chyba, że sprzątanie wyzwoili we mnie drzemiące gdzieś tam sobie pomysły na arty. Zostawiam Was z tym i proponuję i zachęcam, aby ćwiczyć i próbować swoich sił. Ach, i jeśli gdzieś w necie zauważycie podobny artykuł (w sensie z podobnym sposobem), to zwiadomcie. Natychmiast zamieszczę linka ze sprostowaniem, żeby nie było.
|
|
|
|