Gwiazdkowy numer “Lśnienia” wpadł mi w ręce już jakiś czas po gwiazdce. Dokładnie, to jakiś tydzień temu, gdy czekając na pociąg przeglądałem z nudów gazety w dworcowym kiosku i natrafiłem na drugi numer pisma, z którym wiązałem (i wiążę dotąd) spore nadzieje. Pierwszy numer był czymś nowym i nieznanym, więc przymknąłem oko na kilka rzeczy, które mnie w nim raziły. Teraz czas na dłuższą wypowiedź.
O ile jednak pierwszemu numerowi miałem sporo do zarzucenia - o to, że teksty są wyliczankami, komiks za krótki, opowiadania nudne. Tutaj na prawdę nie ma do czego się przyczepić. Już nie tylko niektóre kawałki tekstu czytałem z zainteresowaniem - można powiedzieć, że cały numer wchłonąłem jednym tchem. Teksty stały na wysokim poziomie, były ciekawe i zachęcające, a do tego wypakowane informacjami. Tak tak, już sobie zanotowałem kilka filmów do obejrzenia, gier do zagrania, muzyków do posłuchania … Trzymajcie tak dalej!
No, ale jak by nie było, zawsze człowiek może znaleźć coś, co mu się nie podoba. Ale spokojnie, nie jest tego dużo.
“Gdzie jest Cthulhu?” - właściwie największe rozczarowanie numeru. Fakt, tekst o grach komputerowych inspirowanych prozą Lovecrafta jest fajny. Ale nazwa… Nie wiem, może marketingowo dobra, nie mówi właściwie nieprawdy o treści artykułu. No ale, spodziewałem się czegoś innego. Czego? Może kilku słów o tym, skąd Lovecraft mógł czerpać inspiracje? Co prawda trochę o tym piszą w podręczniku do Zewu, jednak tam właściwie skupiają się tylko na źródłosłowach imion wielkich przedwiecznych. Pod tym tytułem na pewno sporo by się zmieściło.
“Wszystkie nasze drobne lęki” - sam artykuł przeczytałem ze sporym zainteresowaniem, ale już do czytania opisów książek musiałem się zmuszać. Czemu aż na dwie strony o tym pisać? Jak dla mnie, lepiej by było gdyby okładki były mniejsze, teksty na dwa zdania maksymalnie. Można by było wtedy bardziej połączyć to z tekstem, np dodać takie krótkie podsumowanie obok co drugiego akapitu, między akapitami, ostatecznie na końcu. Na prawdę, nie miałbym nic przeciwko, gdyby te dwie strony wypełnione były litym tekstem na jeden temat. A jak będę chciał się dowiedzieć, o czym są książki, to zajrzę na jakiegoś Merlina czy jeszcze gdzie indziej i wtedy przeczytam długi opis.
Podsumowując - jest dobrze i oby tak dalej. Z niecierpliwością czekam na kolejny numer.